- Kochanie, zostań jeszcze trochę-Wymruczała dziewczyna
-Śpij-odpowiedział jej kojąco-zaraz przyjdę.
- Czyżbyś chciał dziś iść biegać beze mnie?-Maily szybko się podniosła i spojrzała na niego figlarnie.
-Ja? Bez Ciebie? Nigdy-Odpowiedział pewnie. Cała pewność siebie poszła aby wypowiedzieć te słowa. Dopisał do swojego "notatnika" w myślach "codziennie rano biega". Spojrzał na swoje ciało. No rzeczywiście. Było całkiem wyrzeźbione. Patrząc po barkach musiał też chodzić na siłownię, albo biegać z Maily na rękach. Gdy tak się po sobie rozglądał nie zauważył że na niego patrzy jego dziewczyna wyraźnie zirytowana.
-Taaaak jesteś cudny- Odparła po chwili a Will zaczerwienił się. To musiało wyglądać dziwnie.
-Idziemy pod prysznic?-Spytała jak gdyby nigdy nic. "Idziemy". Oznaczało to, że razem chodzili pod prysznic.Może to było dla nich normalne ale teraz dziwnie by się czuł będąc z nią pod jednym prysznicem.
-Ja byłem wczoraj, idź sama-Odparł
-W porządku, ale w takim razie jesteś mi winny prysznic-Odpowiedziała flirciarsko
-Niewątpliwie-Odpowiedział w podobnym tonie po czym oboje lekko się zaśmiali, a Maily zniknęła za drzwiami.
Został sam w pokoju. Ubrał się na sportowo. Dresy, T-shirt, buty i rozpinana bluza. wszystko czarno-szare. Wyszedł z sypialni. Jeff jeszcze smacznie sobie chrapał a Chace krzątała się w kuchni tworząc jakieś kulinarne dzieło.
-Mmmmmm, jak pięknie pachnie- Uśmiechnął się Will, po czym podszedł do szatynki, która na talerzach ustawiała tosty i poczochrał po jeszcze nie ułożonych włosach.
-Dzięki Willy- Powiedziała dziewczyna po czym gestem zaprosiła go do stołu. Usiadł a zaraz znalazł się przed nim talerz pełen tostów z szynką i z serem a po jego prawej ręce szklanka z herbatą. Za chwilką dołączyła do niego także Maily. Wyszła z łazienki, podeszła do Chace, potem zajęła miejsce obok Williama i pocałowała go. Nic specjalnego, prawda? Dziewczyna całuje swojego chłopaka na powitanie, a jednak Will czuł się bardziej zagubiony, bo podczas tego pocałunku nic nie poczuł. Żadnych motyli w brzuchu, ekscytacji, miłości. Nic. Pod stołem położyła swoją dłoń na jego udzie. Ile czasu byli razem ,że dla niej to tak oczywiste, że czuje się tak swobodnie wpychając język do jego buzi albo kładąc rękę na jego udzie w towarzystwie innych osób. I ile czasu mieszkają we 4? Co ich tak naprawdę łączy? Skąd się znają? Zazwyczaj w takich sytuacjach te 2 dziewczyny są przyjaciółkami a tych 2 facetów dobrymi kumplami. Postanowił więc albo zasymulować chorobę i poszukać czegoś, w domu co może wskazało mu jakąś drogę do przeszłości, albo zagadać do Jeffa. Ta druga opcja wydawała mu się bardziej logiczna bo z jego wspomnieniami naprawdę było krucho więc pewnie znowu zapomniałyby się uruchomić, a i zupełnie nie wiedziałby o tajnych skrytkach tego domu.(nawet nie wiedział gdzie jest JEGO sypialnia). Gdy tak rozmyślał nie zauważył że Chace zdążyła obudzić Jeffa, który ubrał się i teraz z uśmiechem i w świeżych ubraniach siedział na krześle jak pan i władca tego domu.
-Zaczynajmy więc-Jego głęboki głos zabrzmiał jakby co najmniej rozpoczynał jakąś uroczystą biesiadę.
***
Po biegach chciał jakoś zagadać do Jeffa, ale nie wiedział jak. Ten jednak jakby wyczuł wibracje skierowane w jego stronę i sam podszedł.
-Siema Wii, co ci jest?- Spytał luzacko
-Aż tak widać?
-No coś od wczoraj słabo z tobą. Powiesz o co chodzi? Coś z Maily?
-Nie, z nią wszystko w porządku, gorzej ze mną. Nie mam pojęcia co ostatnio się ze mną dzieje-Poczuł, że może mu zaufać- Wszystkiego zapominam. Mógłbyś mi coś o mnie opowiedzieć?
-Jeff spojrzał na niego jak na głupka, ale widząc minę Williama przekonał się że nie kantuje i zaczął opowiadać: Masz na imię William-Zaczął więc żartobliwie.- Za dwa dni kończysz 18 lat. Masz dziewczynę, która nazywa się Maily. Znasz ja od jakiś 5 lat. A właśnie, za dwa dni macie chyba czwartą rocznice, nie spieprz tego. Jest super dziewczyną. Na ogół jesteście nierozłączni.-William tylko kiwał niepewnie głową próbując przypomnieć sobie to wszystko. Bez skutku jednak.
-A ty i Chace? Jak długo jesteście parą?-Spytał w końcu, a Jeff się uśmiechną
-Nie żartuj, to wy nas poznaliście ze sobą-Will podrapał się po głowie z niezręczności.-Znamy się od dwóch lat. Od roku jesteśmy razem. Jakby co, my znamy się od 12 lat. -Uderzył go w bark, a potem przez chwilę się zamyślił-Japier...jacy już jesteśmy starzy.-Powiedział w końcu ze swoim markowym uśmiechem.-I co? Coś ci już świta? -Spytał wyczekująco Jeff
-Tak, nareszcie cokolwiek mi się przypomina-Powiedział to radośnie i z przekonaniem, a Jeff odszedł.To była ulga. Nie musiał już udawać. Tak naprawdę nie rozjaśniło mu się ZUPEŁNIE NIC.
***
Dzień potoczył się spokojnie. Will dowiedział się, że ma pracę.
Jest trenerem biegów (pomaga motywować ludzi) i dorabia w oddalonej o 1km od
ich domku kawiarni. W tym drugim miejscu pracują razem z Maily. Chace zazwyczaj
zostaje w domu. Widać, że razem z Jeffem mają dość poukładane
"staromodne" życie. Według ich ideologii, kobieta całymi dniami
siedzi w domu. Sprząta, gotuje itd. Jest uległa i bardzo ciepła, gościnna i
uprzejma. Mężczyzna za to jest silny, nie znosi sprzeciwień i jest samcem
alfa. Zarabia na całą rodzinę. Łatwo było wyobrazić ich sobie za dwa, pięć
a nawet i dziesięć lat. William i Maily? Zupełnie coś innego. Po zachowaniu
jego partnerki widać było że często świntuszyli. Kochali się. Widać było to w
jej oczach. W tym, jak na niego patrzyła. Nikt inny tak na niego nie patrzył.
Zawsze z uczuciem i pożądaniem. Niekiedy go to krępowało, ale co miał zrobić?
Widział jak bardzo ta dziewczyna jest w nim zakochana.
Następnego dnia doświadczył podobnej rutyny. Pobudka u boku swojej ukochanej, potem delikatna sprzeczka (znowu
o prysznic). Następnym krokiem było ubranie się. Poszedł na śniadanie gdzie znów
ujrzał Chace. Tym razem Maily zawołała go z łazienki, aby tam przyszedł.
Poszedł tam pełen obaw, ale potem przekonał się, że niepotrzebnie. Wszedł do
łazienki. Wokół niego zgromadziło się wiele pary. Roześmiał się. Zobaczył Maily
stojącą w samym ręczniku przed lustrem. Trochę się spiął. Poprosiła go, żeby
rozczesał jej kołtuna. Posłusznie i z uśmiechem wykonał polecenie.
-Dziękuję skarbie- powiedziała, po czym przyssała się do niego. Poczuł ulgę. I
to nie z powodu, że jego wybranka
okazała się dobrze całować (chociaż to też było prawdą), ale dlatego, że poczuł
w brzuchu motyle. Poczuł, że kocha tę dziewczynę i że wszystko wróci niedługo
do normy, bo przecież ma JĄ. On wyszedł a dziewczyna ubrała się. Pamiętał, że w
tylko jednej sytuacji w swoim życiu na jego twarzy gościł tak wielki uśmiech,
ale nie pamiętał w jakiej i szczerze teraz nie do końca go to obchodziło.
Przyszli na śniadanie, po którym ubrał się w dres i poszedł do pracy. Wrócił na
obiad, a potem udali się razem z Maily do kawiarni (kiedy on pracował jako
trener, ona jako kelnerka w pobliskiej restauracji) pracować. Ta praca była o
niebo przyjemniejsza niż ta, z napalonymi na zwycięstwa w biegach lub z tłustymi ludźmi chcącymi
schudnąć. Lubił tamtą pracę, ale to w tej widywał się z najważniejszą osobą w
swoim życiu. Pracowali aż do zamknięcia
kawiarni. Gdy okazało się, że zostało jeszcze kilka ciastek, które już jutro nie będą nadawały się do zjedzenia (a
na ostatnią zmianę pracowali tylko oni we dwójkę) po skonsultowaniu się z
szefową, która okazała się naprawdę bardzo miłą kobietą, zapakowali je i
zabrali do domku. Gdy szli do domu rozmawiali bardzo swobodnie. Musieli
rozmawiać ze sobą bardzo często. Maily wiedziała o nim tak wiele… Zaczęła mu
opowiadać jak się poznali, że gdy szli tędy którejś nocy po pracy, że kazał jej
usiąść przy jeziorku, które było teraz bardzo widoczne był tam już ustawiony kocyk
w czerwoną kratę z dwoma kieliszkami pełnymi czerwonego wina. Podobno było
bardzo romantycznie. Wziął ją za rękę i pocałował a potem spytał, czy zostanie
jego dziewczyną. W końcu zrozumiał
-Kochanie, nie musisz…ja naprawdę pamiętam o jutrzejszym święcie-
Powiedział widocznie rozbawiony, a Maily
się zaczerwieniła.
-Chyba znasz mnie zbyt dobrze- Powiedziała przyłapana na gorącym
uczynku. William wziął w jednej chwili ujął jej talię, przytulił i pocałował
najczulej jak potrafił. Ahhh dlaczego nie pamiętał tej chwili nad jeziorem? Ile
by dał, aby przeżyć to jeszcze raz? Tylko bez zapomnienia? To mu podsunęło
pewien pomysł. Trwali tak przez jakiś czas a gdy już się od siebie odkleili
obustronnie stwierdzili, że już najwyższy czas wracać. Gdy przynieśli słodkości do domu, pozostali
domownicy z zapałem pałaszowali ciastka. William był jednak zmęczony. Poszedł
więc pod prysznic, a potem do sypialni chcąc zaplanować jutrzejszy dzień
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Z góry bardzo dziękuję za każdą poprawkę i wskazanie błędu, więc jak jakiś zobaczysz (a wiem że jest ich sporo) to daj znać tutaj,a ja to poprawię