Liv i jej przyjaciele nie byli zadowoleni, że ta nowa cały czas się do nich dokleja. Szczerze mówiąc, z wielką chęcią by się jej pozbyli, ale nie wiedzieli jak tego dokonać. Już we wtorek Eavy przyczepiła się do nich, jak pijawka i nie chciała odejść. Liv nie chciała jej do siebie zrazić zbyt mocno, bo wiedziała, że jakkolwiek by jej nie potraktowała, to będzie się ich trzymać. Ale jak się znienawidzą, to podejrzewała, że kiedy Eavy będzie w jej domu ( a to miało stać się już w czwartek), to ją zje i zajmie jej pokój (dzielony z Henrym, ale to już nieważne), a do tego nie mogła dopuścić.
***
Nastał czwartkowy poranek. Liv niechętnie otworzyła oczy, żeby wyłączyć głośny budzik. Powlekła się do garderoby, gdzie wybrała czarne jeansy z wysokim stanem oraz koszulę do pępka w biało-błękitne paski, z krótkim rękawkiem i kieszonką na lewej piersi. Poszła do łazienki, gdzie odbyła poranną rutynę. Chłodna woda spływająca po jej ciele rozbudziła ją. Zakręciła wodę, by umyć włosy szamponem, po czym znów odkręciła kurek, aby zmyć pianę z głowy. Wyszła spod prysznica odświeżona i przygotowana na dzisiejszy dzień. Zdając sobie sprawę z tego wszystkiego, co dziś ją czeka na tym okropnym świecie, znudzona dokończyła swój poranny rytuał.
Spakowała plecaki i zjadła pyszny omlet przygotowany przez Monikę. Pozostały czas jak zwykle poświęciła siedząc w bibliotece. To był niepodważalnie jej ulubiony pokój w całym domu. Siedziała niby nad książką, która swoją drogą była naprawdę ciekawa, jednak nie potrafiła się na niej skupić. Niby śledziła literkę po literce i słowo za słowem, ale myślami błądziła daleko stąd. Głównym tematem było dzisiejsze spotkanie w domu Eavy. Obawiała się tego spotkania.
Zeszła na dół, kierując się w stronę drzwi wejściowych. Ubrała szybko swoje conversy i rzuciła krótkie: „Czekam w samochodzie”. Siedząc w ciszy, jej myśli znowu powędrowały do Eavy...
Zeszła na dół, kierując się w stronę drzwi wejściowych. Ubrała szybko swoje conversy i rzuciła krótkie: „Czekam w samochodzie”. Siedząc w ciszy, jej myśli znowu powędrowały do Eavy...
Ta dziewczyna od początku wydawała jej się dziwna. Pierwszego wrażenia zupełnie nie było. Dokładnie, jakby była powietrzem. Nikt nie zauważył, nawet, gdy nauczyciele wyczytywali jej nazwisko na końcu listy obecności. Dopiero, gdy pani Winstone powiedziała, że mamy nową w klasie, Eavy nagle zmaterializowała się w pierwszej ławce. Drugie wrażenie, to wyuczona na pamięć kwestia, którą dziewczyna recytowała jak wiersz żeby nie podpaść nikomu i żeby sprawiać wrażenie normalnej i pasującej do społeczeństwa. Trzecie- dokleiła się do niej i jej przyjaciół jak jakaś pijawka nie widząc w tym nic dziwnego. jej przyjaciół zupełnie nie widząc w tym nic dziwnego. Zdołała nawet przekonać Megan White, żeby ta zamieniła się szafkami, by ona sama mogła zajmować miejsce obok Liv.
-Halo? Olivia Morgan? Jesteś tam?- usłyszała brata machającego jej przed oczami ręką
-Jeszcze raz powiesz do mnie Olivia to przysięgam, że nie przeżyjesz kolejnego wschodu słońca-warknęła Liv
-Tak mamo, wszystko z nią w porządku- powiedział Henry do mamy siedzącej na fotelu kierowcy i śmiejącej się z tej wymiany zdań.
-Cieszę się córciu, że wszystko w porządku. W takim razie może już wyjdziesz z auta i skierujesz się na lekcje? -spytała nadal wyraźnie rozbawiona rodzicielka.
Dopiero w tym momencie, Liv zdała sobie sprawę z tego, że ich samochód stoi przed szkołą i musi z niego wyjść, bo inaczej spóźni się na lekcję. Spojrzała na zegarek, który wskazywał 7.55. Zerwała się na równe nogi i pobiegła prosto do szafki, przy której jak zwykle stała Fallon. Przywitały się czułym pocałunkiem w policzek i razem poszły na pierwszą lekcję
***
Po szkole, według planu Liv i Eavy miały iść coś zjeść, a potem mama czarnowłosej dziewczyny miała odwieść je do domu Eavy. Liv na początku była zmieszana, ale potem ustała na tę propozycję. Poszły na pizzę. Było naprawdę miło. To był pierwszy raz, odkąd mogły ze sobą tak szczerze porozmawiać. Było jednak w tej rozmowie coś, co niepokoiło Liv. Cokolwiek usłyszała od Eavy jakby od razu zamazywało się w jej pamięci i nie mogła w żaden sposób do tego wrócić. Byłoby jednak niegrzecznie, gdyby jej to powiedziała, więc postanowiła to przemilczeć. Po telefonie do mamy Eavy dziewczyny wsiadły do czarnego samochodu i pojechały przed siebie. Promienie słońca wpadały przez okna, dzieląc się swoim ciepłem z Liv. Auto co chwila skręcało w prawo i w lewo, co sprawiało, że na ogół dobra orientacja nastolatki zaczęła szwankować. Zupełnie nie potrafiła zapamiętać przebytej trasy, pomimo tego, jak bardzo się skupiała. Zupełnie, jakby wspomnienia z przed chwili zaraz blakły, co było dosyć niepokojące, ale nie dawała tego po sobie poznać. Mijały drzewa, pagórki i domy. W końcu zjechali na ścieżkę, która po około 5 minutach doprowadziła ich do domu Eavy.
Zatrzymały się przed bramą. Liv była pozytywnie zaskoczona widokiem normalnego domku. Wysiadły z auta. Liv rozejrzała się dokoła, by oficjalnie stwierdzić, że ogród Eavy jest po prostu powalająco śliczny.
-Ojejku jak tu pięknie!-wykrzyknęła w końcu
-Wiem. Matka natura jest dla mnie niezwykle hojna- odpowiedziała Eavy z dumą.
- Ale jest coś, o czym musisz wiedzieć-powiedziała nieco poważniej, na co Liv trochę się spięła.
-Co masz na myśli ?-wykrztusiła z siebie w końcu. Starała się, by jej słowa nie zdradzały lekkiego niepokoju, ale chyba jej się nie udało.
-Chodź-powiedziała jeszcze Czarnowłosa, po czym pociągnęła Liv w głąb ogrodu.
Liv znowu miała wrażenie, jakby wspomnienia zamazywały się tak, aby miała je w głowie, ale nie potrafiła do nich dotrzeć. Eavy przystanęła, a Liv w końcu mogła rozejrzeć się po okolicy. Po swojej prawej miała Hamak rozwieszony pomiędzy dwoma tajemniczymi drzewami, wyglądającymi jakby miały z 400 lat. Zaś po lewej widziała małe oczko wodne z połyskującymi na niebiesko i pomarańczowo rybkami. Spojrzała na wprost, po czym podejrzliwie spojrzała na Eavy.
-To jakiś żart ?-spytała. Przecież to było nielogiczne. Widziała ogromny łuk całkowicie zapleciony różami barwy ciemnego różu. Z obu stron miał tak samo porośnięty płot, ale to, co było w tym takiego dziwnego, to fakt, że w łuku nie było nic. Zupełna pustka. Jakby właśnie w tym miejscu kończył się świat. Nie było tam żadnej barwy ...albo nie. Były tam wszystkie barwy. Nawet takie, jakich jeszcze do tej pory nie widziała. Przyglądała się w osłupieniu, jak powoli się przemieniają i mieszają. Czuła się wtedy tak błogo. Ale do czasu. Wszystkie naraz zaczęły jakby wpływać do jej organizmu. Liv nie potrafiła z nimi walczyć, stawała się coraz bardziej ociężała i jej umysł był coraz bardziej zmącony, a kolorów było coraz więcej i więcej. Nie potrafiła się już utrzymać na nogach i upadła. Jej umysł i ciało zalała ciemność.
***
-Liv! Liv! Obudź się! Nie możesz tam przebywać! Wróć! Jesteś w świecie śmiertelników! Wróć do mnie! Odwalcie się wstrętni czarownicy!- krzyczała Eavy, ale te słowa docierały do Liv, jakby miały do pokonania przeszkodę w postaci jakiejś dźwiękoszczelnej błony. Z resztą, nie miały sensu. Jeszcze nie miała nigdy tak realistycznego snu. Głowa bardzo ją rozbolała i jakby przestała istnieć. Po chwili wszystko ucichło. Zobaczyła szóstkę mężczyzn stojącą nad czyimś grobem. Grób był jakiś inny. Jakby zrobiony z obłoków i szkła. Liv nie cierpiała cmentarzy. Stwierdziła, że to sen. Nie chciała tu być, nie cierpiała snów o cmentarzach. Stwierdziła, że posłuży się swoją wyobraźnią i wyśniła sobie drzwi. O dziwo- podziałało. Otworzyła turkusowe drzwi z klamką w kształcie węża i czym prędzej przez nie przebiegła...
Gdy się ocknęła, leżała na hamaku. Nieopodal stała Eavy ze zmartwioną miną. Na widok otwartych oczu towarzyszki podskoczyła z radości i pomogła jej usiąść. W jej oczach widać było ulgę.
-Dobra-zaczęła Eavy już trochę ostrożniej
-To miejsce nie jest normalne, ale musisz mi zaufać. Masz silną wolę, ale mniejsza o to. Co widziałaś?- spytała
Liv zastanawiała się jak to ubrać w słowa, żeby nie wyjść na wariatkę, ale w końcu opowiedziała jej wszystko, jak leci bez owijania w bawełnę. Czarnowłosa przyglądała się jej z zaciekawieniem, po czym powiedziała:
-Podaj mi rękę-zażądała. Liv nie wiedziała co zrobić. Zmarszczyła brwi, na co tamta ponagliła ją ruchem swojej własnej dłoni i ją chwyciła. Potem Eavy wymamrotała parę niezrozumiałych dla Liv słów, przyciągnęła ją i pocałowała w czoła. Po pewnym czasie puściła jej rękę.
- Nieważne.- powiedziała w końcu Eavy
-Może to ci kiedyś pomóc, ale teraz, lepiej pojedź do domu. Moja mama cię odwiezie, a pracą zajmę się ja-odpowiedziała tylko, po czym zniknęła w ścieżce prowadzącej do jej domu. Liv jeszcze potrzebowała trochę czasu, żeby dojść do siebie. Nawet nie zauważyła, kiedy znalazła się na podjeździe swojego domu. Grzecznie podziękowała i weszła do środka. Jedno było pewne: to był dziwny dzień, który na długo zostanie w jej pamięci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Z góry bardzo dziękuję za każdą poprawkę i wskazanie błędu, więc jak jakiś zobaczysz (a wiem że jest ich sporo) to daj znać tutaj,a ja to poprawię